Jak więc widać, niemal permanentna rozbieżność interesów dzieci i rodziców w sposób naturalny czyni z jednych i drugich dwie najbardziej stabilne „koalicje" (lub, jak to wcześniej powiedzieliśmy podsystemy) w systemie rodzinnym. Nie są to, oczywiście, koalicje jedyne. Tocząca się w każdej rodzinie codzienna wojna domowa, której poświęciliśmy już wcześniej nieco uwagi, w swojej „taktyce" opiera się właśnie na sojuszach (koalicjach) i zdradzie. Mamy tu do czynienia z sojuszami doraźnymi, sytuacyjnymi, a co za tym idzie zmiennymi i mało stabilnymi. Nikt nie lubi walczyć samotnie, toteż każdy z nas mając do „przepchnięcia" jakąś sprawę na forum rodziny pilnie rozgląda się za sojusznikiem. Najbardziej pożądany jest, rzecz jasna, sprzymierzeniec z naszego własnego podsystemu (drugi rodzic, gdy jesteśmy rodzicem) lub z podsystemu rodziców (gdy jesteśmy dzieckiem). Ale jeśli nie da się takiego sojusznika pozyskać, to w zasadzie dobry jest każdy inny „koalicjant", choćby to było, w przypadku rodzica, dziecko, a nawet pies. Znana mi jest rodzina, w której bardzo silne „lobby" stanowi pan domu oraz należący do niego i okazujący mu szczególną admirację ogromny rottweiler.