Niemal od momentu przyjścia na świat niektóre interesy rodziców i dzieci są, można powiedzieć, strukturalnie sprzeczne. Prawidłowości i potrzeby rozwojowe popychają małe dzieci do ogromnej aktywności, ruchliwości i ciekawości. Pragną one intensywnie badać i poznawać otaczający je świat wszystkimi zmysłami (dla nich oczywiste jest badanie np. smaku piasku czy poznawanie dotykiem konsystencji i przydatności do zabawy błota), aby zdobywać nowe i urozmaicone doświadczenia. Zmęczeni zaś rodzice najczęściej pragną odrobiny spokoju i nade wszystko boją się, że nieposkromiona ciekawość i aktywność narazi niedoświadczonego potomka na liczne niebezpieczeństwa. Stąd tendencja do hamowania jego żywotności i dążenie do tego, aby był „grzeczny", czyli nie absorbujący uwagi i pozwalający rodzicom zająć się choć trochę swoimi sprawami. Szkopuł w tym, że, jak już wiemy, na grzeczne dziecko rodzice nie zwracają specjalnej uwagi, więc dzieciom nie opłaca się być grzecznymi. Okres dorastania z kolei popycha młode pokolenie do buntu przeciw rodzicielskiemu autorytetowi oraz do walki o samodzielność i autonomię, w której to walce młodzi ludzie są dla siebie nawzajem sojusznikami.